Przyczyna i uwarunkowania raka.

Rak jako struktura dysypatywna

Koncepcja struktur dysypatywnych sformułowana została w 1966 r. na podstawie badań w dziedzinie nieliniowej termodynamiki nierównowagowej wykonywanych pod kierunkiem belgijskiego fizykochemika, laureata Nagrody Nobla, I. Prigogine. Okazuje się, iż w trakcie degradacji (dysypacji lub inaczej rozpraszania) energii – czyli w trakcie procesów nieodwracalnych w rodzaju przewodzenia ciepła, przewodzenia elektryczności, dyfuzji czy reakcji chemicznych powstawać mogą struktury nie spotykane w warunkach równowagi termodynamicznej, które zanikają z chwilą zaniku procesu nieodwracalnego. To spostrzeżenie czyni wyłom w dotychczasowym myśleniu w fizyce, chemii, biologii, jak i w filozofii. Na gruncie biolog i wykorzystane ono zostało do opisu istoty raka przez polskiego uczonego R. Klimka.
Definicja raka zaproponowana przez R. Klimka ujednolica dotychczasowe teorie kancerogenezy i znosi ich konkurencyjność, a co najważniejsze, otwiera nowe możliwości diagnostyczne, terapeutyczne i profilaktyczne. Rak (nowotwór) jest – według R. Klimka -biologiczną strukturą dysypatywną, samoorganizującą się w organizmie jako alternatywa śmierci jego struktur subkomórkowych, komórek i tkanek. Zrozumienie istoty struktury dysypatywnej wystarcza by przestać obawiać się raka i ocenić go jak każde inne zjawisko przyrodnicze. Warto więc pojęcie to wytłumaczyć nieco dokładniej.
Skorzystamy z przykładu, jaki podał w jednej ze swych prac R. Klimek – świetnie ilustrującego dane zjawisko. Otóż wyobraźmy sobie organizm jako wirujący spodek, który możemy utrzymać w pozycji poziomej podpierając go drążkiem w miejscu dokładnie odpowiadającym jego punktowi równowagi. Jeżeli wszystkie części składowe spodka będą idealnie rozłożone, to punkt ten przypadnie w jego środku. Podparty w tym miejscu drążkiem spodek nie będzie spadał, jeśli zaś będzie w ruchu obrotowym, to utrzyma się w tej pozycji o wiele dłużej. Wówczas nieznaczne przesunięcia środka ciężkości będą wyrównywane przez energie wirującego spodka, która jeżeli, będzie dostatecznie duża, może utrzymywać ten spodek przez bardzo krótki czas w powietrzu nawet po odjęciu podparcia.
Nasz organizm, wyobrażony przez ten wirujący spodek, zbudowany jest z tych samych składników, co cały Wszechświat. Działają w nim wobec tego również te same siły grawitacji, siły elektromagnetyczne oraz silne i słabe oddziaływania jądrowe. Organizm-spodek wiruje dzięki temu, że żyje.
Gdyby ten spodek nie ulegał żadnym zaburzeniom, to w miarę upływu życia człowieka w idealnym stanie własnej wewnętrznej równowagi, i tak podpierający drążek, wyobrażający długość życia, uległby naturalnemu zużyciu. Wówczas wykonujący swoje ostatnie obroty spodek znalazłby się na ziemi bez upadku, w sposób naturalny kończąc swoje życie przez wyczerpanie energii wewnętrznej.
Jeżeli organizm jest w stanach bliskich równowagi, to spodek może mniej lub bardziej ulec przechyleniu, ale zwiększając zużycie energii, dzięki siłom naprawczo obronnym może powrócić do równowagi. Częste w przypadku chorób podwyższenie temperatury ciała jest niczym innym, jak przyspieszeniem metabolicznym organizmu, aby z zapasów organizmu, albo kosztem mniej w danych warunkach potrzebnych struktur, przybliżyć organizm do stanu równowagi.
Może też nastąpić taka sytuacja, w której wykorzystane zostaną w danym momencie mniej użyteczne struktury jako źródła dodatkowej materii i energii, która mogłaby utrzymać spodek jeszcze przez jakiś czas w ruchu. Taką sytuacje wykorzystuje właśnie rak. W stanach dalekich od równowagi organizmu najbardziej zagrożone śmiercią części organizmu, dzięki ogólnoprzyrodniczemu zjawisku samoorganizowania się struktur dysypatywnych, mogą przeorganizować się właśnie w takie nowe biologiczne struktury. Choroba nowotworowa, jak  to podkreśla R. Klimek,  tym  różni  się od  innych chorób organizmu, że jest nierozerwalnie związana z powstawaniem w organizmie nowych struktur biologicznych z materii i energii części własnego ustroju.
Jeżeli przez przyczynę rozumieć będziemy pierwszy w czasie człon związku przyczynowo-skutkowego, to przyczynę raka stanowić będzie, zgodnie z omawianą tu koncepcją, utrzymujący się dysypatogenny stan, daleki od równowagi ze swym otoczeniem biologicznym w organizmie. Jest to jedyna zdaniem R. Klimka właściwa przyczyna choroby, do której prowadzą wszystkie inne, nie zliczone i odległe nawet uwarunkowania.

Uwarunkowania biologiczne

Nowotwór złośliwy w postaci guza jest chorobą komórek ciała, nazywanych komórkami somatycznymi. Jeżeli w wyniku jakiegoś zaburzenia w obrębie genów któraś z komórek somatycznych nie odpowiada na sygnały regulujące prawidłowy wzrost zaczyna się ona rozmnażać w sposób anarchiczny i przekazuje tę właściwość komórkom potomnym. Właściwość ta dotyczy wyłącznie komórek somatycznych, a nie rozrodczych.
Dziedziczność nie decyduje więc o wystąpieniu raka, może jednak wpływać na zwiększenie statystycznego ryzyka pojawienia się takiej czy innej jego postaci. Dziedziczna wydaje się być podatność do zachorowania na takiego czy innego raka, czyli to, co lekarze nazywają „podłożem sprzyjającym” rozwoju określonego typu nowotworu.
Wielu autorów podkreśla, iż powstanie guza złośliwego jest skutkiem współdziałania czynników dziedzicznych i wpływu środowiska, jak w większości cech fizjologicznych. Wiadomo na przykład, że palenie tytoniu zwiększa częstość zachorowania na raka płuca. Przy podobnej liczbie wypalanych papierosów prawdopodobieństwo wystąpienia raka płuca jest większe przy niektórych konstytucjach genetycznych niż przy innych. Niektóre badania sugerują, iż obecność w płucu enzymu arylowęglowodorowej hydroksylazy -AHH, niezbędnej do przemiany wdychanego z dymem tytoniowym benzenu w karcynogen, może być kontrolowana genetycznie pojedynczym genem z parą alleli, z których jeden jest związany z dużą (HH), a drugi z małą (LL) zawartością AHH w tkance płucnej. U osobników HH ryzyko zachorowania na raka płuca jest 36 razy wyższe niż u osobników LL. Czynnik dziedziczny odgrywa również pewną rolę w powstawaniu raka sutka, jest on jednak tylko jednym z czynników koniecznych do rozwoju tej choroby.
Komórki nowotworowe posiadają oprócz antygenów charakterystycznych dla komórek tkanki gospodarza, z której się wywodzą, również antygeny specyficzne – niektóre z nich są wspólne dla różnego rodzaju nowotworów, inne występują jedynie w konkretnym guzie.
Zdolność do odpowiedzi immunologicznej nadaje ustrojowi układ chłonny, którego centralną komórką jest limfocyt. Prekursory limfocytów znajdują się w szpiku kostnym.
Wzajemne oddziaływanie nowotworu i ustroju zależy więc od funkcjonowania układu chłonnego, jak również w znacznym stopniu od funkcjonowania gruczołów wydzielania dokrewnego, a zwłaszcza regulacji neurohormonalnej związanej z układem podwzgórzowo-przysadiowym. Działanie układu hormonalnego jest ściśle sprzężone z działaniem układu immunologicznego i ośrodkowego układu nerwowego. Na funkcjonowanie zaś tego ostatniego istotny wpływ mają czynniki środowiskowe i psychospołeczne.

Czynniki środowiskowe

Epidemiolodzy uważają, że około 70-80% nowotworów u ludzi wywołują prawdopodobnie czynniki środowiskowe. Istnieje zatem możliwość zapobiegania im przez ochronę środowiska.
Zachodzi konieczność podejmowania badań ekologicznych, w których stawiać się będzie pytania o istnienie ewentualnych związków między zachorowalnością np. na raka żołądka a czynnikami warunkującymi skład chemiczny wody, gleby itd.
Badania nad składem chemicznym wody ze studni, z których korzystali ludzie chorzy na raka żołądka, wykazały szczególnie wysoki poziom azotanów i azotynów, które są prekusorami nitrozoamin, znanych ze swego rakotwórczego działania.
Stwierdzono, że umieralność na raka żołądka w USA jest wyższa w tych stanach, w których środowisku geochemicznym niższa jest zawartość selenu. Jeżeli w strukturze geochemicznej, a więc wodzie i glebie, określonego terenu istnieje brak danego pierwiaskta lub jego nadmiar, musi się to także odbić na jego zawartości lub braku w organizmie roślin, a tym samym w łańcuchu pokarmowym człowieka”.
Do najpotężniejszych czynników rakotwórczych należą oprócz nitrozoamin również aflatoksyny – toksynotwórcze metabolity grzybów. Wszelkie produkty żywnościowe należy przechowywać w lodówce lub chłodnej, suchej spiżarni. Ciepło i wilgoć bowiem sprzyjają pojawianiu się grzybów pleśniowych, których aflatoksyny mogą wywołać u ludzi uszkodzenia nerek, wątroby, śledziony i systemu nerwowego, i w konsekwencji prowadzić także do powstania raka. Aflatoksyny są odporne, przetrzymują nawet temperaturę wrzenia. Dlatego nie niszczy ich obgotowywanie produktów żywnościowych zarażonych pleśnią. Produktów takich nie wolno spożywać.
Badania środowiska chorych na raka żołądka, który pojawił się w skupieniu na obszarze o promieniu 300 metrów w jednej z podkrakowskich wsi, wykazały w mieszkaniach chorych obecność toksynotwórczych grzybów, które znacznie rzadziej występowały w domach ludzi zdrowych. Przeprowadzone badania wykazały, że współzależność ta ma związek przyczynowo-skutkowy.
Spośród innych substancji mających właściwości rakotwórcze wymieńmy amalgamat stosowany w plombach dentystycznych, który uwalnia stopniowo rtęć należącą do silnych trucizn, azbest stosowany w niektórych krajach w budownictwie, benzol – składnik paliw, którego pochodne znajdują się także w rozpuszczalnikach farb i lakierów, węglowodory aromatyczne wydobywające się z rur wydechowych silników spalinowych. Podejrzaną o właściwości rakotwórcze substancją jest formaldehyd, znajdujący się w płytkach paź-dzierzowych i wiórowych, produkowanych przez przemysł drzewny i używanych w konstrukcji mebli. Powiedzmy również przy tej okazji, iż żar palącego się papierosa powoduje powstawanie formaldehydu i uwalnia silnie rakotwórczą substancję: dimetylonitroaminę.
Skoro więc czynniki środowiskowe odgrywają tak istotną rolę w etiologii raka, nie powinniśmy pozostawać obojętni na głosy przestrogi i postulaty działań zaradczych, zwłaszcza że wiele z nich nie wymaga znaczniejszych środków materialnych. Ochrona środowiska przyrodniczego staje się dla nas wszystkich naczelnym zadaniem również w kontekście profilaktyki raka.

Czynniki związane z odżywianiem

Prawidłowy rozwój człowieka, podobnie rośliny, jak zwierzęcia, uzależniony jest m.in. od stałego dostarczania tworzywa do budowy struktur planowanych w kodzie DNA, jak również materiałów energetycznych, które człowiek pobiera z gleby wraz z pożywieniem roślinnym i zwierzęcym.
W oparciu o aktualną wiedzę możemy wskazać następujące zasadnicze czynniki wiążące dietę z nowotworami:

  1. Ogólna kaloryczność pokarmów, na rolę której wskazuje wzrost częstości występowania nowotworów u ludzi ze znaczną nadwagą. Kiedy w czasie posiłku zjemy za dużo, cząsteczki pożywienia w postaci niestrawionej przenikają przez ściany jelit i przedostają się do krwioobiegu. Drobiny pożywienia zostaną rozłożone i usunięte dzięki systemowi immunologicznemu, chroniącemu ustrój przed reakcjami alergicznymi na odrobiny żywności, które przedostały się do krwi. System odpornościowy zostaje jednak w skutek tego osłabiony i ryzyko raka wzrasta. W ustroju, w którym zawarta jest niższa ilość tłuszczów, występuje także obniżona produkcja hormonalna, co powoduje że szczupłe kobiety regularnie uprawiające sport o 60% rzadziej zapadają na raka macicy i jajników niż panie otyłe, nieruchawe. Również ryzyko raka piersi jest niższe o około 50% u kobiet uprawiających sport.
  2. Zawartość składników odżywczych w diecie, tzn. odsetek białka, tłuszczów, węglowodanów i substancji włóknistych. Dieta obfitująca w białko i tłuszcze, a zarazem uboga w substancje włókniste, przyczynia się do występowania nowotworów przewodu pokarmowego. Stwierdzono także korelację miedzy występowaniem raka jelita grubego i raka sutka, co może wskazywać na związek występowania raka sutka z dietą.
  3. Pochodzenie roślinne lub zwierzęce pokarmów. Dieta obfitująca w składniki pochodzenia roślinnego na ogół zmniejsza częstość występowania nowotworów.
  4. Substancje rakotwórcze związane z produkcją, przechowywaniem i przetwarzaniem produktów żywnościowych i napojów, przede wszystkim aflatoksyny, nitrozoaminy (powstające po spożyciu ryb, i mięsa konserwowanego solami lub estrami kwasu azotowego), sztuczne środki słodzące (cyklaminy, sacharyna) oraz benzopiren (występuje w pokarmach pieczonych w płomieniu i   wędzonych).  Warto  również w  tym  miejscu powiedzieć,  iż  benzopiren powstający także przy spalaniu wyrobów tytoniowych może być neutralizowany przez benzylizothiocyjant, zawarty w roślinach krzyżowych, a wiec we wszystkich odmianach kapusty.\
  5. Witaminy, zwłaszcza witamina A, B2, C, E i mikroelementy, takie jak selen, kobalt, cynk, magnez. Witaminy C, E i wymienione mikroelementy są antyoksydantami i zapobiegają tworzeniu się wolnych rodników, który przypisuje się znaczącą rolę w genezie nowotworów.
  6. Nadużycie alkoholu. Potwierdzone zostały podejrzenia, że alkohol stanowi istotny czynnik rakotwórczy. Zwiększa m.in. ryzyko zachorowania na raka piersi (nawet l kieliszek tygodniowo zwiększa to ryzyko o 40%).

Wpływ odżywiania na powstanie nowotworów wydaje się być w świetle najnowszych badań faktem bezspornym. Na wyżej wymienione czynniki wskazują liczni autorzy w swoich publikacjach. Właściwa dieta może więc w dużym stopniu przyczynić się do zapobiegania nowotworom.

Uwarunkowania psychosomatyczne

Już w starożytności Platon powiedział: „Szaleństwem byłaby chęć leczenia tylko ciała bez leczenia ducha”. Słowa te odnoszą się do każdej dziedziny medycyny, a do onkologii w szczególności.
Współcześni lekarze coraz lepiej zdają sobie sprawę, iż wszystkie zaburzenia mają charakter psychosomatyczny w tym sensie, że polegają na ustawicznym współoddziaływaniu umysłu i ciała. Każda choroba ogarnia jednocześnie umysł i ciało, te dwa aspekty są ze sobą tak powiązane, że nie wolno ich nigdy rozdzielać.
Przekonujących argumentów powiązań psychosomatycznych dostarczają choroby serca. Stale jednakże odnajduje się z powodzeniem związki tego typu w odniesieniu do innych poważnych chorób, zwłaszcza do raka.
Dowodem leczniczego wpływu samego tylko pozytywnego nastawienia pacjenta jest efekt placebo. Placebo jest imitacją lekarstwa przypominającą normalne leki, którą podaje się pacjentom przekonanym, że otrzymują prawdziwy lek. Siła pozytywnego nastawienia pacjenta jest wzmacniana poprzez terapeutę za pomocą sugestii. Z wielu badań wynika, że placebo przynosi szczególnie dobre rezultaty w łagodzeniu lub usuwaniu objawów fizycznych, pomaga też w wyleczeniu chorób, na które medycyna nie zna żadnego lekarstwa. Znany badacz sugestii i hipnozy V.A. Gheorghiu twierdzi, iż za pomocą sugestii można wpłynąć na wszystkie zjawiska psychiczne i psychosomatyczne.
Negatywne nastawienie pacjenta, lekarza lub krewnych chorego może spowodować „odwrotny efekt placebo”. Wiadomo jest, iż pacjenci, którym powiedziano, że zostało im jeszcze 6 do 9 miesięcy życia, z reguły faktycznie nie żyją dłużej. Stwierdzenia tego rodzaju wywierają ogromny wpływ na układ umysł – ciało, działając niczym magiczne zaklęcie, i dlatego nigdy nie powinno się ich wygłaszać. Nie należy zapominać o tym, że słowo może nawet zabić człowieka. Dobitnym przykładem tego jest śmierć voodoo, gdzie w kilkanaście godzin po wysłuchaniu sądu plemiennego skazaniec umiera.
Jeden z pionierów medycyny, twórca głośnej teorii stresu, Hans Selye, wykazał, że „stres życia” i związana z tym frustracja prowadzą wiele osób do ciężkiej choroby, lekomanii, narkomanii; a niejednokrotnie nawet do samobójstwa. Stres stanowi nieswoistą reakcję organizmu na wszelkie stawiane mu żądania. Takie same zmiany w organizmie, wywołane np. napięciem nerwowym, fizycznymi obrażeniami, zakażeniem, zimnem, gorącem, promieniami X czy innymi czynnikami, są właśnie tym, co nazywamy stresem. Można więc powiedzieć, iż stres jest tym, co pozostaje, gdy pominiemy zmiany swoiste. Szkodliwy, nieprzyjemny stres H. Selye nazywa dystresem. Nie mogąc reakcji stresowej rozładować, człowiek staje się jej ofiarą. Mechanizm pierwotnie obronny okazuje się dla człowieka mechanizmem zagłady. Stres zmienia się w dystres.
Zdaniem O.C. Simontona czynnikiem szczególnie predestynującym do rozwoju raka jest utrata ważnego obiektu miłości na sześć do osiemnastu miesięcy przed diagnozą. Autor ten podkreśla, iż jest to dobrze udokumentowane w długoterminowych badaniach, zaznacza równocześnie, że oczywiście nie każdy, kto poniósł poważną stratę, jak utrata małżonka czy dziecka, zapada na nowotwór złośliwy czy inną poważną chorobę. Jest to tylko jeden z czynników. Strata zarówno realna, jak i wyimaginowana, musi mieć bardzo duże znaczenie, a nawet ważniejsze jest poczucie, jakie rodzi ona w pacjencie. Zarówno strata, jak i odpowiedź na nią muszą być takie, że powstaje poczucie bezradności i beznadziejności.
O.C. Simonton powołuje się także w swojej pracy na obserwacje E.P. Pendergrassa, który u pacjentów chorych na raka po pomyślnym przejś¬ciu leczenia i żyjących w zdrowiu przez wiele lat stwierdzał, że stres emocjonal¬ny, np. śmierć syna, niewierność synowej czy ciężar długotrwałego bezrobocia, stawał się śmiercią. Dowodzi to, iż przebieg choroby jest uzależniony od poczucia rozpaczy (dystres).
Z przeprowadzonych przez lekarzy badań wynika, że wśród chorych na raka 7% żyło w spokojnej, pozbawionej stresów atmosferze, natomiast 92% ulegało stresom niemal codziennie. Szczególnie groźny okazał się stres, który prowadził do beznadziejności i zagrożenia. Odczucia takie ma stosunkowo często czarna ludność Stanów Zjednoczonych, co tłumaczyłoby większą częs¬totliwość występowania raka wśród amerykańskich Murzynów. Ten sam czynnik powoduje, że zachorowalność na raka wśród gospodyń domowych jest o 54% większa niż przeciętna w danym regionie kraju i aż o 15,7% większa niż wśród kobiet aktywnych zawodowo. Szczegółowe badania zaprzeczały temu, że w kuchni jest więcej substancji rakotwórczych.
Najgroźniejszy wpływ na człowieka ma depresja w połączeniu z frustracją i złością, której człowiek nie stara się przeciwstawić. Z psychologicznego punktu widzenia ważna jest więc reakcja danej osoby na stres. Może ona nie móc skontrolować męża, gdy ją złości, ani swoich dzieci, gdy ją frustrują, ale może kontrolować to, jaką wybierze reakcję na tę sytuację.
Wypada w tym miejscu przypomnieć Hipokratesa, który wzywał do brania pod uwagę „nie tylko choroby, ale chorego człowieka”. B. Siegel zwraca uwagę na to, iż medycyna zainteresowana jest przede wszystkim chorobą, a nie chorym i jego stosunkiem do życia, i że lekarze niemal nigdy nie zadają sobie pytania dlaczego człowiek nie zapada na określoną chorobę.
O.C. Simonton mówi o skumulowaniu wzorca historii życia pacjenta. Wzorzec ten odgrywa ważną rolę w rozwoju poszczególnych chorób, zwłaszcza chorób serca i nowotworów.
Stres może ingerować w wiele ważnych czynności organ i/mu. Udowodniono ogromne znaczenie neurohormonalne stresu: uwolnienie neuromediatorów, nadmierne wytwarzanie i uwalnianie hormonów przysadki, a w konsekwencji hormonów tarczycy i nadnerczy. Neuromediatory, jak i hormony wpływają zaś na reakcje odpornościowe.
Interesujących danych dostarczają badania na zwierzętach. Chroniąc myszy jednego szczepu, predestynującego 75% spomiędzy nich do rozwoju guza sutka przed ich 400 dniem życia, od czynników stresowych, jakimi są hałas, różne czynności, środowisko chemiczne, spowodowano spadek częstości występowania nowotworów do 15% przed 400 dniem życia i opóźniono o 200 dni u 60% pozostałych. Inne eksperymenty wykazały, że myszy zarażone określonym wirusem nowotworowym, a znajdujące się w warunkach stałego stresu, znacznie częściej zapadały na nowotwór złośliwy, niż myszy także zarażone, ale przebywające w warunkach bezstresowych.
Badania z zakresu psychoimmunologii dostarczają wciąż nowych danych dotyczących wpływu psychicznie uwarunkowanego stresu na wydolność układu immunologicznego. Stwierdzono np. iż u osób zdrowych, których współmałżonek był w stanie umierającym, bądź też zmarł na krótko przedtem, zmniejszenie funkcjonalnej gotowości limfocytów T w stosunku do grupy kontrolnej. Limfocyty T odgrywają główną rolę w walce obronnej przeciwko komórkom nowotworowym. Zmniejszona gotowość obronna utrzymywała się jeszcze w ciągu 6 tygodni po wydarzeniu, które wywołało stres.
Mimo obszernej literatury na temat roli psychiki w rozwoju choroby nadal nie docenia się psychosomatycznych uwarunkowań raka. F. Capra w swojej znakomitej książce pt. Punkt zwrotny pisze, iż medycyna wtedy dopiero będzie w pełni skuteczna, gdy stanie się „medycyną psychosomatyczną”. Należy sobie uświadomić, że postawy i procesy umysłowe nie tylko odgrywają ważną rolę wówczas, gdy organizm zaczyna chorować; równie ważną rolę mogą one odegrać w czasie powrotu do zdrowia. Ponadto, co bardzo ważne, psychosomatyczny charakter choroby pociąga za sobą możność psychosomatycznej autoterapii.

Wpływ osobowości i aktywności psychicznej

Badania nad związkiem między określoną aktywnością psychiczną a chorobą somatyczną wywodzą się z obserwacji klinicznych M. Friedmana i R.H. Rosenmana, którzy stwierdzili, że osoby mające tendencje do rywalizacji, pragnący dużego uznania i awansu, którzy angażują się do zdobywania jak największej liczby celów w jak najkrótszym czasie, częściej narażeni są na wystąpienie choroby niedokrwiennej serca. Ten zespól zachowań został nazwany wzorem zachowania A.
Przeprowadzono także pogłębione badania dotyczące wzorca historii życia w rozwoju innych chorób. O. C. Simonton podaje następujące predysponujące czynniki stanowiące negatywne cechy osobowości pacjenta cierpiącego na raka:

  1. Silna tendencja do zatrzymywania urazy i wyraźna niezdolność rozwijania i podtrzymywania znaczących i długotrwałych więzi;
  2. Skłonność do użalania się nad sobą;
  3. Mała umiejętność rozwijania i podtrzymywania znaczących i długotrwałych więzi;
  4. Bardzo słaby obraz siebie (self-image)

Z innych badań wynika, że do ludzi najbardziej zagrożonych chorobą nowotworową zalicza się:

  1. tych, którzy w młodości nie doznali uczucia bezwarunkowej miłości ze strony rodziców;
  2. wszystkich, którzy oczekują od otoczenia akceptacji swojej osoby i uzależniają od tego pozytywną opinie na temat samych siebie;
  3. tych, którzy mieli trudności z nawiązywaniem kontaktów, w wyniku czego żyją samotnie z uczuciem niespełnionych oczekiwań;
  4. tych, którzy sami siebie uważają za ludzi śmiesznych, słabych i niezaradnych.

R. Grossarth-Maticek skonstruował cztery typy osobowości, które badał pod kątem zagrożenia, chorobą nowotworową „Typem rakowym” okazał się człowiek, który wszystko robi dla innych, który widzi sens swego, życia, powodzenia i dobrego samopoczucia w ścisłym związku z partnerem (osobą, rzeczą), ustawicznie poszukuje bliskości tych obiektów, stara się o względy dla siebie, dlatego wtedy, gdy zostaje odrzucony popada w skrajną depresje i postrzega swoją sytuacje jako beznadziejną.
Kiedy dokonano klasyfikacji wywiadów przeprowadzonych wśród kobiet, które trafiły do kliniki z guzami sutków, według typów skonstruowanych przez R. Grossarth-Maticka, przewidziano w 90%, które kobiety mają nowotwory dobrotliwe, a które złośliwe.
Znanym badaczem psychologicznej drogi życiowej chorych na raka jest amerykański psycholog kliniczny L. LeShan. 80% badanych przez niego pacjentów czuło w młodości, że są dziećmi niechcianymi. Pacjenci ci doświadczali często uczucia izolacji, zaniedbania i rozpaczy, a silne związki międzyludzkie wydawały im się trudne i niebezpieczne. Na znaczenie okresu wczesnego dzieciństwa dla późniejszego rozwoju choroby nowotworowej zwraca uwagę również R. Klimek. Częsty brak związków uczuciowych i emocjonalnych z matką w okresie dzieciństwa zdaniem R. Klimka – pozostaje w związku z rozwojem raka szyjki macicy.
Wpływ przeżyć z dzieciństwa i drogi życiowej na powstanie raka znakomicie opisał F. Zorn w książce pt. Mars. Autor tej książki dożył lat trzydziestu dwóch. Zmarł na raka. Na krótko przed śmiercią opisał historię swoich przeżyć. Mimo iż autor jest z wykształcenia filologiem, dokonał on głębokiego studium psychologicznego, pisząc w sposób niezwykle szczery i otwarty o rozwoju swojej osobowości, przebiegu aktywności psychicznej i kontaktów międzyludzkich. Do pracy tej nawiążemy jeszcze omawiając holistyczną koncepcję raka. W tym miejscu zwróćmy uwagę na potwierdzający się wciąż wniosek wypływający z wielu badań nad psychologicznymi uwarunkowaniami raka. Otóż chorzy na raka rekrutują się spośród ludzi, którzy poświęcili swoją tożsamość pojedynczemu celowi bądź roli (osobie, pracy, domowemu ognisku) zaniedbując rozwój własnej indywidualności. F. Zorn pisze: „Jedyną moją funkcją było harmonijne dostosowanie się do tego, o czym sądziłem, że jest światem. Nie byłem sobą w sensie jednostki wyraźnie wyodrębnionej z otaczającego ją świata, byłem jedynie tego świata konformistyczną cząstką” .
Tak więc okazuje się, że właśnie obraz siebie, poczucie własnej wartości, tożsamości, odrębności, samoocena czy – używając pojęcia bardziej ogólnego – orientacja w sobie, jest tym, co ma istotne, a być może spośród psychologicznych czynników decydujące znaczenie w rozboju choroby nowotworowej.

Rak – ewolucyjnie ukształtowany regulator życia organizmu

Badania ludzi i doświadczenia na zwierzętach przemawiają za tym, że nowotwór jest wynikiem wielostopniowego procesu. W przypadku nowotworów litych, okres latacji, tj. czas od zadziałania czynnika rakotwórczego do klinicznego ujawnienia się nowotworu złośliwego wynosi średnio 20 lat; w przypadku tzw. nowotworów układowych, jak np. białaczka, okres latacji jest krótszy i wynosi 4-5 lat.
Tak drugi okres rozwoju nowotworu i powszechność jego występowania w przyrodzie, zarówno u ludzi, jak również u zwierząt i roślin, świadczyć może o tym, iż mamy do czynienia z mechanizmem ewolucyjnie ukształtowanym i mającym znaczenie przystosowawcze. Uzasadniono więc wydaje się pogląd R. Klimka, który uznaje raka (a także nowotwory niezłośliwe) nie tylko za biologiczne struktury przedłużające życie najbardziej zagrożonym częściom organizmu, ale także za regulator życia całego ustroju.
Pojawiający się w ustroju rak mobilizuje większą część lub cały organizm do likwidacji stanów dysypatogennych. Jeśli ustrój nie potrafi wyeliminować lub naprawić negatywnych zaburzeń za pomocą swych naturalnych mechanizmów homeostazy, powstały nowotwór pogłębia już i tak niekorzystny bilans entropii organizmu i przyspiesza śmierć całego ustroju. Działa więc zgodnie z zasadą likwidacji niekorzystnych ewolucyjnie zmian wewnątrzustrojowych poprzez zniszczenie całego organizmu. Znamienny jest również w tym kontekście fakt, iż nowotwory dotyczące komórek rozrodczych lub związanych z nimi tkanek i narządów rozwijają się wcześnie i prowadzą do śmierci organizmu zanim osiągnie on dojrzałość do inicjacji ciąży i porodu; zapobiega to utrwalaniu gatunkowo niekorzystnych cech.
Dobór naturalny faworyzuje te zmiany i mechanizmy przystosowawcze, które zabezpieczają rozwój całego gatunku. Rak powodując śmiertelną chorobę jednostki działa selekcyjnie, a więc w sposób pożądany dla gatunku.
Każdy z nas jest zagrożony rakiem. Każdy znajduje się w sytuacjach psychicznych, które sprzyjają rozwojowi choroby, każdy może swój organizm osłabić poprzez stres, toksyny środowiskowe, niewłaściwe pożywienie do tego stopnia, że system immunologiczny nie ochroni go już przed rakiem. Ale jak na to wskazują wyniki wielu omawianych tu wcześniej badań rak jest nie tylko regulatorem biologicznym, lecz także psychosomatycznym. Wiele więc zależy od nas samych, od naszej aktywności psychicznej. W każdym z nas tkwi potencjał rozwojowy, który możemy skutecznie wykorzystać w walce z rakiem.
Statystyka twierdzi, że u stuletnich ludzi nowotwór złośliwy jest nadzwyczaj rzadko przyczyną śmierci. Jest rzeczą niewątpliwą, iż odegrał tu rolę proces selekcji: kto osiąga tak zaawansowany wiek, ten jest prawdopodobnie odporny także wobec guzów złośliwych. Skądinąd wiadomo, że ci ludzie cieszą się zazwyczaj zdrowiem psychicznym i są pozytywnie nastawieni do świata, siebie i innych ludzi, są zdolni do efektywnych, a nierzadko też twórczych działań.

Holistyczna koncepcja raka

A. Muschg w przedmowie do książki F. Zorna Mars napisał: „Jeśli ktoś bada i leczy tylko raka, to tak jakby go nie leczył. Sam F. Zora porównuje zaś raka do wierzchołka góry lodowej. Wymownie brzmią jego słowa: „Chociaż jeszcze nie wiedziałem, że mam raka, intuicyjnie postawiłem właściwą diagnozę, ponieważ uważałem ten guz za „połykane łzy”. Znaczyło to mniej więcej tyle, jakby wszystkie łzy, jakich w moim życiu nie wypłakałem i nie chciałem wypłakać, zebrały się w gardle i utworzyły ten guz, ponieważ ich prawdziwe przeznaczenie, mianowicie by zostały wypłakane, nie mogło się spełnić. Z czysto medycznego punktu widzenia ta poetycko brzmiąca diagnoza jest oczywiście niesłuszna, ale w odniesieniu do człowieka jako całości w pełni odpowiada prawdzie: cale nagromadzone cierpienie, które latami dusiłem w sobie, nie mogąc się już we mnie pomieścić, eksplodowało wskutek nadmiernego ciśnienia, niszcząc przy tym ciało.
Znany niemiecki onkolog J. Issels w wywiadzie, jaki z nim przeprowadzono po serii skutecznych wyleczeń z raka dokonanych przez niego, powiedział: „Nowotwór, wbrew temu co sądzi większość lekarzy medycyny akademickiej, nie jest właściwą chorobą. Jest oczywiście ważne by nowotwór został wycięty albo żeby przez naświetlanie spowodować jego cofnięcie się. Ale w ten sposób daleko jeszcze do skutecznego leczenia choroby. Pozostaje nadal jej przyczyna – pewna skłonność organizmu do tworzenia nowotworu. Jeżeli chce się skutecznie leczyć raka, to trzeba usunąć ową zdolność do tworzenia nowotworu”.
Przytoczymy jeszcze słowa H.J. Raabe: „Rak jest zaburzeniem naturalnego porządku, harmonii w organizmie. Pewnego dnia, nazwijmy go „dniem X”, niektóre z miliardów komórek tworzących nasze ciało przekształcają się: zmienia się ich budowa i natura. Nagle nie potrzebują już do życia tlenu, ale odżywiają się dzięki procesom fermentacyjnym. Nie dzielą się już w pewnym określonym cyklu biologicznym, ale rosną coraz szybciej, stają się coraz bardziej wybujałe, aż w końcu tworzą guzy. W płucach. W sutkach. W jelitach, żołądku, na skórze, albo w mózgu. Owe zmiany komórkowe, guzy, mogą wystąpić wszędzie”.
Od czego zależy, w której strukturze naszego organizmu pojawi się rak? Każdy organizm jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Ale to ogniwo zostanie zaatakowane przez raka wówczas, kiedy z całym organizmem dziejesię źle. Zgodnie z koncepcją raka, jako struktury dysypatywnej dopóki żaden z mikroukładów organizmu nie będzie się dostatecznie długo znajdował w stanie dalekim od równowagi, to nie może powstać w jego miejsce żadna nowa struktura. A wiec określony mikroukład musi znajdować się długo w stanie dalekim od równowagi. Jeżeli w tym czasie organizm nie zapobiegnie procesowi nowotworzenia, to znaczy, że z całym organizmem dzieje się źle.
Istota rzeczy polega na tym, żeby w sposób właściwy rozumieć określenie: cały organizm. Chodzi tu o jedność psychofizyczną, na którą składa się zarówno ustrój biologiczny, ja i emocje, uczucia, osobowość.
Pacjent cierpiący na raka stawia silny opór przed przyjęciem do wiadomości faktu, że związane jest to z określonym typem osobowości. Tymczasem wzór zachowania pacjenta może być nawet skorelowany z dokładnym umiejscowieniem nowotworu.
Najpełniejsze, całościowe podejście zarówno do etiologii nowotworów, jak i ich leczenia, zaprezentowali Simontonowje. O. Carl Simonton – lekarz onkolog z Teksasu i jego żona Stephanie Mattews Simonton – psychoterapeutka znani są w świecie ze swego holistycznego podejścia do walki z rakiem. Osiągnięte przez siebie wyniki przedstawili w książce pt.: Triumf życia napisanej przy współpracy Jamesa L. Creightona.
Badania Simontonów i ich działalność terapeutyczna dowiodły niezbicie słuszności holistycznej koncepcji raka. Ażeby jednak poznać uwarunkowania choroby nowotworowej u konkretnego pacjenta i podjąć właściwą terapię proces diagnostyczno-korekcyjny musi mieć głęboko indywidualny charakter. Z medycznego punktu widzenia istota raka jest podobna czy to będzie rak sutka, czy żołądka. Ale każdy z nich będzie wiązał się z odmiennymi psychosomatycznymi i psychospołecznymi uwarunkowaniami. Medycznie zostanie rozpoznany jako rak sutka, ale psychologicznie stanowi on skutek indywidualnej historii życia pacjenta. Każdy rak sutka biologicznie jest podobny, lecz każda osoba z tym rakiem miała inną historię życia i żeby skutecznie pomóc tej osobie trzeba zastosować indywidualną psychokorekcję.
Niezależnie więc od ustalenia pewnych ogólnych wzorów zachowania, które predestynują do pojawienia się raka, należy podejmować badania monograficzne. Zakwalifikowanie danej osoby do „typu rakowego” wszystkiego nam nie wyjaśnia. Skuteczna pomoc będzie zależała od tego, na ile zrozumie ona siebie nie jako reprezentanta należącego do określonego „typu”, ale jako jednostkę niepowtarzalną, obdarzoną twórczym potencjałem rozwojowym.
Nasuwa się tu porównanie z psychospołecznymi uwarunkowaniami prób samobójczych. Aby skutecznie pomóc człowiekowi, który próbował odebrać sobie życie trzeba poznać jego osobiste problemy i trudności życiowe. Trzeba dokonać studium monograficznego, a więc poznać jego historię życia, przebieg dotychczasowej aktywności psychicznej, interakcje społeczne, wczesne dzieciństwo. Próba samobójcza jest często ostatnim ogniwem (wierzchołkiem góry lodowej) długo trwającego procesu. Samobójstwo jest określoną reakcją na ciąg sytuacji trudnych, w jakich znajdował się człowiek. Rak również może być potraktowany jako skutek psychiczny (psychosomatyczny) długotrwałych konfliktów człowieka z samym sobą i z otoczeniem.
Swoistą monografię stanowi studium F. Zorna. Studium to jest wymownym przykładem tego, jak wzorzec historii życia skumulował się w nowotworze złośliwym. Praca ta, w której autor dokonał głębokiej refleksji nad własnym życiem, pokazuje nam równocześnie, jak wnikliwej analizy psychologicznej trzeba dokonać, aby wyjaśnić wpływy psychiczne w powstawaniu choroby nowotworowej.
Często powierzchowana analiza może nie ukazać nam w pełni tych wpływów, a nawet sugerować wręcz brak jakiegokolwiek związku pomiędzy aktywnością psychiczną a zachorowaniem na raka. Przykładem może być niemiecki aktor Gert Frobe. Odbierany był on przez otoczenie jako człowiek pogodzony z sobą. Choć ciężko chory na raka wciąż żartował, myślał o swojej publiczności, nawet w szpitalnym łóżku przygotowywał jeszcze kolejne tournee. A więc człowiek pełen humoru, z sukcesami, które zapewniły mu status materialny, ktoś komu z pozoru wiedzie się doskonale, pada ofiarą raka.
Jeżeli jednak przyjrzymy się wnikliwiej życiu Gerta Frobe okaże się, że nie było ono tak bezproblemowe. Oto fragment jego dzienników: „Byłem żonaty pięć razy. Żadne z tych pięciu małżeństw nie zostało przerwane z powodu chwilowej zachcianki; za każdym małżeństwem i za każdym jego końcem z wyjątkiem zmarłej mojej żony Beaty stała jedna zasada: wtedy przerywałem związek z kobietą, gdy odczułem, że jest on pozbawiony sil, że nie ma w nim życia. Dwa z moich małżeństw rozpadły się bowiem nie chciałem mieć dzieci. Kocham dzieci, ale w czasie wojny widziałem tyle okropieństw, że przyrzekłem sobie wówczas: nigdy nie będę powoływał do życia nowych istnień. Co nie wykluczało możliwości adopcji. To uczyniłem. Adoptowałem troje dzieci, wychowałem, dając każdemu odpowiednie wykształcenie”.
Okazuje się więc, że nie brakowało czynników zwiększających ryzyko u Gerta Frobe. Pięć małżeństw, przeżycia wojenne, praca związana ze stresem to najistotniejsze z nich. Dodać do tego jeszcze należy stałą nadwagę, a więc nieprawidłowe odżywianie się i psychosomatyczne uwarunkowania choroby nowotworowej staną się coraz bardziej wyraźne.
Holistyczna koncepcja raka, jak się wydaje, najlepiej wyjaśnia uwarunkowania raka i stwarza zarazem optymistyczne prognozy co do oddziaływań terapeutycznych. Terapia jednak koniecznie odbywać się musi przy udziale zarówno lekarza, jak i psychologa. Już dziś możemy mówić o psychoonkologii, przed którą otwierają się nowe i obiecujące perspektywy.

Zapobieganie (profilaktyka psychologiczna)

Skoro powstawanie raka wiąże się z tak licznymi i różnorodnymi czynnikami, to i profilaktyka musi być możliwie jak najbardziej wszechstronna. Należy więc wystrzegać się dymu tytoniowego, ograniczać spożycie alkoholu, w trakcie tankowania paliwa do samochodu odsuwać się na odległość 3-4 metrów, powierzając kontrolę nad tankowaniem automatowi (wdychamy wtedy tylko jedną setną część panujących trucizn, głównie benzolu), ze względu na wydobywające się z rur wydechowych silników spalinowych węglowodory aromatyczne, unikać korków ulicznych, stosować właściwą dietę itd.
Oczywiście, skażenie środowiska, stosowanie w rolnictwie nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin, umożliwia nam całkowita indywidualna kontrolę nad tymi wszystkimi czynnikami. Ale jeśli uwarunkowania psychosomatyczne i osobowościowe mają tak znaczący udział w etiologii raka, to wiele zależy od nas samych.
Zapobiegajmy więc przede wszystkim nadmiernemu stresowi, zwłaszcza trwającemu permanentnie przez dłuższy okres, prowadzącemu do poczucia rozpaczy (dystres). Uczmy się metod i techniki rozładowywania sytuacji stresowych, np. metod relaksu, takich jak trening autogeany. Starajmy się rozwiązywać nasze problemy i trudności życiowe bez nadmiernego udziału emocji, zwłaszcza złości i gniewu. Przebaczajmy innym ludziom i nie uzależniajmy tak bardzo opinii na temat samych siebie od akceptacji otoczenia.
Profilaktyka rozpoczyna się już od wczesnego dzieciństwa. Właściwie ukierunkowane wychowanie i nauczanie odgrywa tu olbrzymią rolę. Skoro poczucie własnej tożsamości, samoocena, orientacja w sobie, jest czynnikiem psychologicznym o tak istotnym znaczeniu w rozwoju choroby nowotworowej, to rola rodziców i szkoły w kształtowaniu obrazu siebie u dziecka może być bardzo duża.
Nie docenia się rozwoju i kształtowania zainteresowań u dziecka. Tymczasem właśnie zainteresowania motywują człowieka do aktywności twórczej, wyzwalają tkwiący w nim potencjał rozwojowy oraz pozytywne emocje i uczucia. Zainteresowania pozwalają dostrzec sens życia, determinują, w znacznym stopniu działania zmierzające do pokonywania przeszkód życiowych, gdyż człowiek ma wówczas cele, które pragnie mimo pojawiających się trudności zrealizować.
Rozwijanie zainteresowań u ucznia zapobiega też nadmiernym stresom szkolnym; nie uczy się on wówczas przede wszystkim dla oceny ani po to, by być lepszym niż inni, uczy się dlatego, iż sama nauka sprawia mu przyjemność. Jeśli więc uczeń osiągnie fazę samowzmocnienia w rozwoju zainteresowań, jego działania staja się motywowane wewnętrznie, zwiększa się jego poczucie autonomii i wartości.
Kształtowanie zainteresowań może odegrać zatem doniosłą rolę zarówno w profilaktyce psychologicznej, jak i w psychokorekcji. Dlatego tak ważne jest tworzenie szkolnych kół zainteresowań, a także tworzenie podobnych kół na terenie placówek kulturalno-oświatowych. Dla rodziców ważne jest, by zrozumieli jakie znaczenie ma rozwijanie zainteresowań u ich dziecka i jak przyczynia się ono do rozwoju jego osobowości, a w konsekwencji również do jego zdrowia psychicznego.
Znane jest powiedzenie, że lepiej zapobiegać niż leczyć, tymczasem stale nie docenia się znaczenia profilaktyki. Ludzie do lekarza lub do psychologa zgłaszają się dopiero wtedy, gdy już są chorzy, i to często choroba ich jest w zaawansowanym stadium, albo mają problemy życiowe, które nawarstwiały się przez wiele lat. Podobnie jest w przypadku raka. Gdy rozpoczynają się już przerzuty trudno może być pohamować rozwój choroby. Ale nie zapominajmy, że rak rozwija się wolno, przez wiele lat, i zanim w pełni się ujawni zwykle przeżywamy długotrwale stresy i frustracje. Jeśli nie potrafimy pomóc sobie sami poszukajmy porady u psychologa, czym wcześniej tym lepiej, pamiętajmy bowiem, iż rak „czeka” długo, mamy więc duże szansę, by nie dopuścić do jego pojawienia się, wykorzystajmy więc te szansę.

Psychokorekcja

Nastawienie psychiczne oraz techniki psychologiczne są ważnymi środkami zarówno w zapobieganiu, jak i leczeniu choroby. Nastawienie pozytywne w połączeniu ze specjalnymi technikami służącymi zmniejszeniu stresu pozytywnie oddziałuje na system umysł – ciało, przyczyniając się do odwrócenia procesu chorobowego, a nawet do całkowitego wyleczenia z choroby nowotworowej.
Oddziaływania psychologiczne nie mają zastąpić radioterapii czy chemioterapii, stanowią jednak nieodzowny składnik kompleksowego podejścia do pacjenta. Aby zaznaczyć specyfikę oddziaływań psychologicznych, które różnią się zasadniczo od terapii stosowanej w medycynie S. Gerstmann proponuje oddziaływania te nazywać psychokorekcją. Psycholog pomaga człowiekowi choremu  rozwiązać problemy  życiowe,   pokonać  trudności,  z którymi   się boryka, skorygować przebieg jego aktywności psychicznej tak, aby działania przez niego dokonywane były skuteczne; pomaga także w twórczym rozwoju osobowości, w zmianie orientacji w sobie i w kształtowaniu właściwych postaw wobec innych ludzi.
Przykładem takiej kompleksowej terapii jest współpraca Simontonów – lekarza onkologa i psychologa, którzy wspólnie pomagali chorym z diagnozą nieuleczlanego nowotworu znaleźć sposób na przeżycie. Szczegółowe korekcyjne techniki psychologiczne, takie jak relaksacja, wizualizacja, opisane są we wspomnianej już ich książce pt.: Triumf życia.
S. Simonton opisuje dwóch pacjentów, których kuracja medyczna była taka sama, wiek i warunki fizyczne niemal identyczne. Różnica leżała w postawie, w sposobie, jaki pacjenci zareagowali, kiedy poznali diagnozę. Przytoczymy ten  opis w całości, gdyż jest  on wymownym przykładem wpływu aktywności psychicznej na rozwój choroby. „Obydwaj mieli raka płuc, który rozszerzył się na mózg. Jeden z nich chorował od ponad roku, ale nie opuszczał pracy z wyjątkiem  tych  godzin, kiedy przybywał  na  kuracje.  Wcześniej, w momencie rozwinięcia się jego choroby, uświadomił sobie wiele spraw, które powodowały, że życie traciło dla niego znaczenie. Zaczął spędzać wiele czasu ze swoją rodziną, zabierając ją ze sobą w podróże służbowe. Pamiętam jak mówi! któregoś dnia: „Wie pani, zapomniałem, że nie patrzyłem na drzewa. Od dłuższego czasu nie patrzyłem na drzewa, na trawę, na kwiaty. A teraz to robię”. Z każdym tygodniem mu się polepszało, był mocniejszy, zdrowszy. Drugi – przestał pracować praktycznie tego samego dnia, w którym usłyszał diagnozę. Siedział w domu i cały dzień oglądał telewizję. Jego żona mówiła, że głównym jego zajęciem przez cały dzień było spoglądanie na zegarek, aby mieć pewność, że ona da mu na czas środki przeciwbólowe. Nieustannie cierpiał. Nie mógł  nawet  zdobyć się  na   pójście  na  ryby,  co  dawniej  lubił.  Zmarł w krótkim czasie”.
Annę Marie Tausch niemiecka psycholog, która sama chorowała na raka i wyszła zwycięsko z choroby, opisała swoje spostrzeżenia oraz efekty terapii grupowej, jaką prowadziła z pacjentami chorymi na raka. Również ona podaje wymowne przykłady wpływu osobowości i aktywności psychicznej na pokonanie choroby, względnie poddanie się jej. Twierdzi ona, iż po sposobie, w jaki on żył przedtem, co było dla niego ważne i znaczące. A.M.Tausch pisze: „Pacjent chory na raka Karsten na spotkaniu naszej grupy pojawił się za każdym razem z grubym segregatorem, w którym miał wszystkie dostępne mu broszury informacyjne i wyniki z gazet na temat raka. […] Prowadził codziennie notatki na temat swojego ciała, spisywał codziennie nazwy lekarstw, które przyjmował, rejestrował fizyczne dolegliwości i wahanie temperatury oraz kontrolował codziennie dwa razy swoją wagę. Nawet nieznaczne pogorszenia swego stanu zaznaczył on wykrzyknikiem, a już drastyczne dwoma wykrzyknikami. Dwa tygodnie przed śmiercią zaznaczył je trzema wykrzyknikami. Tak więc ostatni okres swego życia poświęcił pisaniu o swojej chorobie. Miał nadzieję wygrać beznadziejny wyścig z chorobą. Jego segregator był wyrazem rozpaczy, którą musiał znosić”.
A.M. Tausch przeprowadziła wiele rozmów grupowych z chorymi na raka i ich krewnymi. Opisane przez nią, jak również przez H. Kalliner wyniki tych rozmów, wskazują na to, iż są one bardzo potrzebne tym osobom, uczą ich otwartości i życzliwości w kontaktach z innymi ludźmi oraz umożliwiają rozwiązywanie konfliktów interpersonalnych i lepszą kontrolę swojej aktywności afektywnej.
Rozmowy psychologiczne z krewnymi pacjentów są szczególnie ważne w przypadku dzieci chorych na raka. J.D. Knispel podkreśla znaczenie psychospołecznej opieki nad dziećmi z chorobą nowotworową i ich rodzinami. Rodzice tych dzieci często przeżywają ciężki stres w związku z choroba dziecka, bardziej niż ono bowiem uświadamiają sobie, skutki, do jakich może doprowadzić choroba. Dlatego też pomoc psychologiczna powinna objąć zarówno dziecko, jak i jego rodziców.
Opieka psychologiczna potrzebna jest również wielu ludziom chorym na raka także po zakończeniu leczenia szpitalnego. Dotyczy to np. kobiet po mastektomii (amputacji gruczołu piersiowego). Jak wynika z badań przeprowadzonych przez M. Adamczak kobiety te cechuje poczucie zagrożenia i lek przeżywany w sytuacjach społecznych. Bezpośrednio po zabiegu przebywają one w niecodziennych warunkach oddziału chirurgicznego, wśród ludzi chorych, mniej lub bardziej okaleczonych fizycznie. Stąd lęk przed ekspozycją własnej osoby, a szczególnie zniekształconej sylwetki, jest mniej nasilony niż po opuszczeniu oddziału i powrocie w środowisko ludzi zdrowych i sprawnych.
Uwarunkowane chorobą zmiany somatyczne, które pociągają za sobą różnorodne formy połączenia strachu, agresji i smutku. Pomoc psychologiczna tym osobom może okazać się niezbędna.
Psychokorekcja powinna rozpocząć się już właściwie od chwili postawienie diagnozy choroby nowotworowej, a tym bardziej od momentu oznajmienia choremu tej diagnozy. Lekarz komunikujący pacjentowi, że jest chory na raka, musi to zrobić z dużym wyczuciem psychologicznym. Każde słowo w tym komunikacie może mieć wtedy znaczenie. Słusznie zauważa L. Schwarzenberg, że słowa: „Badania wykazały, że pan(i) ma raka”, wywołują szok emocjonalny u pacjenta, ale słowa: „Badania wykazały, niestety, że pan(i) ma raka”, mogą już zabrzmieć dla niego jak wyrok.
Niektórzy lekarze od początku ujawniają prawdę wszystkim pacjentom niezależnie od ich wieku i stanu psychicznego. Ma to często katastrofalne skutki dla stanu psychicznego chorego. Żyje on w leku i depresji, co biorąc pod uwagę powiązania psychosomatycznego przyczynia się do szybszego rozwoju choroby nowotworowej. Inni lekarze z zasady nie mówią prawdy, zapewniając o łagodności wszystkich nowotworów, nawet tych, które w powszechnej opinii uchodzą za złośliwe. Takie stanowisko wywołuje szybko u chorego stan przygnębienia, braku zaufania dla lekarza i medycyny i prowadzi, podobnie jak metoda poprzednia, do strachu i rozpaczy.
Słuszny wydaje się pogląd G. Mathe, który za najlepsze uważa rozwiązanie pośrednie. „Stopień prawdy” winien zmieniać się jego zdaniem w zależności od rodzaju nowotworu, stanu psychicznego pacjenta i jego psychicznej tolerancji stresowej oraz możliwości jej wyrównania.
Najważniejsze nie jest to, czy poinformuje się chorego o jego chorobie nowotworowej czy nie, ale to, czy pozostawi się go po tej informacji samemu sobie, czy też udzieli mu się wsparcia psychicznego i zapewni fachową pomoc psychologiczną.
Nie można zgodzić się ze stwierdzeniem autorów podręcznika dla studentów i lekarzy pt. Onkologia kliniczna, którzy piszą: „Wszystkie psychologiczne metody mające na celu aktywację woli chorego do przeciwstawienia się chorobie nowotworowej mają tragiczną stronę; gdy nowotwór nie cofa się, brzemię nieskuteczności obarcza chorego”. Koncepcja, zgodnie z którą nie mamy udziału w chorobie, przypisująca pochodzenie choroby jedynie czynnikom zewnętrznym i uzależniająca leczenie też tylko od takich czynników, jest być może wygodna. Trudniej jest przyjąć ideę osobistej odpowiedzialności. Ale jak słusznie pisze F. Capra: „Odpowiedzialność wszelako może być tylko częściowa. Podobnie jak koncepcję wolnej woli, również pojęcie osobistej odpowiedzialności należy rozpatrywać w kategoriach ograniczeń i względności; żadnego z nich nie można też łączyć z wartościami moralnymi. Uznanie własnego udziału w chorobie nie ma bynajmniej na celu wywołania poczucia winy, lecz przygotowanie człowieka do pewnych koniecznych zmian oraz uświadomienie, że każdy może sam uczestniczyć w procesie własnego leczenia”.
Wiele trzeba zmienić jeszcze w świadomości społecznej, ale także w postawach lekarzy wobec choroby nowotworowej. O.C. Simonton stwierdza, że w przypadku tzw. samoistnych remisji choroby zauważa się równie spontaniczne pojawienie się wizualizacji, zgodnie z którą osoba czuje się zdrowa. Nie znalazł on wśród tych pacjentów takiego, który by nie przeszedł przez podobny proces wywoływania obrazu (visualizing process). Mógł to być proces duchowy, Bóg leczący ich, poprzez całe spectrum możliwości. Często jednak w wizualizacji pacjent widzi raka jako jakąś potężną rzecz, a leczenie jako coś małego i słabego co niewiele działa, a swojego własnego mechanizmu immunologicznego niemal nie dostrzega.
Prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy lekarz przekonany jest podobnie jak pacjent, że choroba przychodzi z zewnątrz, leczenie jest nieskuteczne i że pacjent może zrobić mało lub nic, aby zwalczyć chorobę.
Dlatego też dla uzyskania rzeczywistego postępu w leczeniu nowotworu ważny jest właściwy system przekonań pacjenta, jego rodziny i ludzi, którzy go otaczają, jak również właściwy system przekonań lekarza.
Główne kierunki zmiany świadomości społecznej i postaw wobec choroby nowotworowej i ludzi cierpiących na raka.
Istotnym elementem samoobrony przed nowotworami jest świadoma postawa psychiczna. Poznanie istoty raka ‚znosi obawę przed jego nieuleczalnością, zakaźnością, dziedzicznością, stwarza też możliwość pomocy sobie nawet na etapie, gdy nowotwór powstał już w organizmie.
Naukowcy z Heidelbergu, lekarze i psychologowie zebrali .wiele informacji o subiektywnych teooriach dotyczących chorób nowotworowych, często bardzo naiwnych, ale i zaskakujących. Przeprowadzono wywiady z około 100 pacjentami podczas wizyt u internistów. Badani nie byli chorzy na raka, „śmiertelne”, „nieobliczalne”, „niebezpieczne”, tych przymiotników pacjenci używali najczęściej określając choroby nowotworowe. Okazało się, że równanie „rak=nieuleczalna choroba = wyrok śmierci” powszechnie funkcjonuje w świadomości społecznej. Pewna 70-letnia żona urzędnika w taki oto sposób wytłumaczyłaby dziecku co to jest rak: „Jest to ogromne, obrzydliwe bydle, które chwyta cię wszystkimi szponami, których ma co najmniej dziesięć, i już cię nie ma”.
O negatywnych przekonaniach społecznych o raku i efektach tych przekonań piszą też Simontowie. Zwracają oni uwagę na to, iż środki masowego przekazu przyczyniają się w znacznym stopniu do szerzenia tych negatywnych przekonań.
Równie ważne więc jak społeczna kontrola nad przestrzeganiem zasad ochrony środowiska człowieka, ograniczanie możliwości powstawania i rozwoju takich zjawisk patologii społecznej, jak alkoholizm, narkomania łącznie z paleniem papierosów, eliminowanie zanieczyszczeń przemysłowych, niedożywienia itd., jest kształtowanie pozytywnych przekonań o raku.
Wielka rola przypada w tym systemowi edukacyjno-wychowawczemu. Powinien on ukierunkować realizację potrzeby osiągnięć podopiecznych na współpracę z innymi zamiast działań rywalizacyjnych, wyrabiania postaw partnerskich zamiast dominacji, powinien kształtować i rozwijać zainteresowania, a poprzez sieć placówek kulturalno-oświatowych wpływać na optymalizację interakcji społecznych wśród młodych ludzi.
Szkoły powinny wykształcać u dzieci umiejętności radzenia sobie z trudnościami życia i dokonywania samooceny oraz umożliwiać dzieciom osiągnięcie wszelkich możliwych poziomów intelektualnych.
Słusznie postuluje A.M. Tausch, żeby wprowadzić do szkół i do rodzin nie tylko nauczanie o zdrowiu, ale także o chorobie. Dzięki temu mógłby każdy człowiek dyskutować na następujące tematy: „Jak mam żyć z chorobą? Jakie zachowania powodują, iż czynię się psychicznie jeszcze bardziej chory? Czy mogę nauczyć się akceptować ją jako część mojej osoby? Jak mogę stworzyć sobie duchowy klimat uzdrawiania, gdy jestem chory fizycznie?”
Pod koniec 1985 roku powstała w Heidelbergu Telefoniczna Informacja o Raku (Krebsinformationsdienst KJD), wzorowana na Informacji o Raku (Cancer Information Service CIS) działającej przy Narodowym Instytucie Rakowym w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy, którzy chcą uzyskać jakieś informacje o raku, mogą telefonicznie uzyskać tam od lekarzy i psychologów informacje dotyczące przyczyn powstawania choroby, zapobiegania jej, wczesnego rozpoznawania itp.
W Polsce informacja o zwalczaniu chorób nowotworowych można uzyskać w Obywatelskim Komitecie Zwalczania Raka (OKZR) w Warszawie, ul. Wawelska 15, tel. 22 56 94. Obywatelski Komitet Zwalczania Raka, to młoda masowa organizacja skupiająca wyleczonych na raka Polaków oraz wszystkich zainteresowanych.
Na koniec powiedzmy, iż choroba i cierpienie mogą mieć także wymiar pozytywny, a nawet twórczy. Pięknie wyraziła to Krystyna Osińska w książce pt. Twórcza obecność chorych: „Choroba jest przystankiem w zgiełku świata i w chaosie antywartości, przystankiem zadumy nad wartościami rzeczywistymi, przystankiem wyboru”. Postrzegajmy więc ludzi chorych i cierpiących jako jednostki w pełni wartościowe, zdolne do dalszego rozwoju, dla których choroba jest nierzadko tym, co wyzwala nowe możliwości i wznosi na wyższy stopień rozwoju osobowości.
Hildegard Knef, niemiecka artystka, aktorka i piosenkarka (grała m.in. w filmie opartym na powieści H. Pallad;/ Każdy umiera w samotności) była chora na raka, przeszła wiele operacji. W zakończeniu swej powieści pt. Wyrok poświęconej własnym przeżyciom napisała: „A teraz pozwól, że powiemy o pięknie: jest ono wszędzie. Podobnie jak cierpienie. Ale jednego i drugiego ludzie nie dostrzegają. Może dostrzeżesz je ty”.

Źródło: Człowiek w obliczu zagrożenia choroba nowotworową: żródło:”Zdrowie Psychiczne” z roku 1994 N1-2 od str. 104-127

Komentarze Facebook